Polub Nas na FB!

Serwis Akwarysta.EU AKWARYSTYKA

Pterapogon kauderni jak „malawijski pyszczak”?

Pterapogon kauderni jak „malawijski pyszczak”?

Pterapogon kauderni należy do jednych z ciekawszych ryb morskich. Jest gatunkiem endemicznym, który w naturze zamieszkuje płytkie wody wysp Banggai w archipelagu Sulawesi.

Inne spotykane nazwy tego gatunku to Banggai cardinal, żaglówka, czy gwiazdka. Nazwy te mają związek z budową ich ciała. Posiadają mocno wcięty ogon oraz dwie płetwy grzbietowe, które są wydłużone podobnie jak płetwa odbytowa. Ubarwienie jest bardzo jasne, dodatkowo na ciele znajdują się jasne plamki i ciemne pasy. Dorosłe Pterapogony mierzą około 8-9 cm, choć sam osobiście spotkałem się z osobnikiem 10 cm długości. Ze względu na olbrzymią popularność wśród akwarystów, ryba ta była nawet zagrożona wyginięciem, jednak okazało się, że można je śmiało rozmnażać w niewoli i udaje się to nawet początkującym morszczakom. I tutaj właśnie pojawia się pytanie: W jaki sposób rozmnożyć Pterapogony?


Fot. Mariusz Syperek - Para Pterapogonów

Przede wszystkim musimy posiadać dobraną parę. Teraz właśnie pojawiają się nam pierwsze schody. Płeć u Pterapogonów jest bardzo trudna do rozróżnienia i do niedawna uważano wręcz, że jest to praktycznie niemożliwe. Przede wszystkim zwracano uwagę na budowę ryby. Samica ma mniejszy pysk od samca, podczas gdy u niego jest on w formie dość „pojemnej koparki”. Wiąże się to z zachowaniem podczas tarła, ale o tym nieco później. Od jakiegoś czasu stosuje się znacznie lepszą metodę. U dobrze karmionych, wręcz „lekko utuczonych” ryb można zaobserwować na ciele tuż za płetwami piersiowymi wyrostek. Jeżeli jest jeden, to posiadamy samicę. U samca wyrostki będą dwa. W jaki sposób jednak dobrać parę?


Fot. Mariusz Syperek - Samica Pterapogona

Najprościej byłoby podejść do sklepu z morszczyzną i wybrać osobniki, które są już „mężem i żoną”. Trzeba wziąć jednak pod uwagę to, że Pterapogony w sklepie z reguły pochodzą z jednego źródła i nie ważne czy tym źródłem jest hodowla, czy akwarysta, któremu udało się odchować młode. Jedno źródło wcale nie musi być dobrym wyborem. Dlaczego? Otóż ryby zapewne są ze sobą spokrewnione (brat i siostra), a co za tym idzie będą prawdopodobnie (tak jak w przypadku innych gatunków, także słodkowodnych) słabsze genetycznie i np. bardziej podatne na choroby.


Fot. Mariusz Syperek - Samica Pterapogona

Problem kazirodztwa to nie jedyna przeszkoda w dobraniu odpowiedniej pary. Wydaje się nam, że wystarczy w takim razie zakupić Pterapogony z dwóch różnych źródeł i rzeczywiście jest to dobre rozwiązanie. Niestety w tym przypadku również napotkamy na kłody rzucane nam pod nogi. Najlepiej byłoby gdybyśmy zakupili ryby w tym samym czasie i wpuszczali je  jednocześnie do zbiornika. Dzięki temu jak zaobserwowałem istnieją większe szanse na ich wzajemną akceptację, choć czasami nawet tego rodzaju zabieg nie pomaga, a żaglówki ganiają się po zbiorniku i wzajemnie atakują. Można również próbować zakupić ryby osobno i wprowadzać do zbiornika każdą w innym czasie. Wspomniany jednak brak akceptacji pojawia się wtedy zdecydowanie częściej. Co więc zrobić, jeśli posiadamy w zbiorniku samca, lub samicę, a brakuje nam przedstawiciela przeciwnej płci? Osobiście wpadłem tylko na jedno, ale na szczęście dość skuteczne rozwiązanie. Otóż najlepiej porozmawiać z pobliskim sklepem, który posiada w ofercie ten gatunek. Nie ukrywajmy, że pracownicy sklepu mają zdecydowanie więcej czasu, niż przeciętny pracujący Kowalski, który nie ma jak doglądać zbyt długo tego, co dzieje się w jego akwarium. Posiadanego Pterapogona zawozimy wtedy do sklepu. Zostaje on wpuszczony do zbiornika z innymi przedstawicielami tego gatunku i tam może dobrać się w parę. Jest to niewątpliwie jedno z najlepszych rozwiązań, ponieważ ryby pływają wtedy w grupie i ewentualna agresja rozkłada się na znacznie więcej osobników.


Fot. Mariusz Syperek - Samiec Pterapogona

Oprócz tego nasza ryba ma do wyboru zdecydowanie większą liczbę przedstawicieli płci przeciwnej, dzięki czemu istnieją większe szanse na udane sparowanie. Po kilku dniach możemy wtedy podjechać do sklepu i odebrać swoją rybę razem z jej partnerem/partnerką. Dobrze jest również posiadać w zbiorniku tylko jedną parę, choć zdarzają się przypadki rozmnażania w akwariach z kilkoma osobnikami. Mimo wszystko ryby wtedy potrafią wykazywać wzajemną agresję wobec siebie. Pamiętajmy wbrew niektórym przeświadczeniom, nie są to zwierzęta stadne.


Fot. Mariusz Syperek - Samiec Pterapogona

Kolejnym etapem jest już tylko oczekiwanie na zaloty, a więc obserwujemy akwarium jak zawsze, aż zobaczymy coś, co zapewne nas ucieszy. Ten moment jest chyba najbardziej spektakularny, choć czasami nieco się przeciąga. Samica z reguły podpływa do samca i dość mocno drży. Zaobserwowałem jednak, że niejednokrotnie z tych jej „drgawek” nic nie wychodzi. Być może kwestia tego, że sam moment zalotów przedłuża się u nich na kilka dni, a być może samiec nie jest w danym czasie nią zainteresowany. Jeżeli jednak wszystko będzie przebiegało zgodnie z „planem” tuż przy wyrostku o którym pisałem wyżej (cechą rozróżniającą płeć) pojawia się u samicy coś w formie kokonu zawierającego ziarenka ikry. Nie zawsze jednak udaje nam się to dostrzec, ponieważ ikra wkrótce trafia do pyska przyszłego taty. I stąd właśnie moje porównanie w tytule artykułu do malawijskiego pyszczaka. U pielęgnic z jeziora Malawi co prawda to samica inkubuje ikrę, jednak sam proces jest zbliżony.


Fot. Mariusz Syperek - Samiec Pterapogona

Trwa to również nieco dłużej, gdyż pyszczaki inkubują jajeczka przez około 21 dni, a omawiany gatunek nie mniej niż 3 tygodnie i z reguły nie dłużej niż miesiąc. Wpływ na to ma zapewne m.in. temperatura wody w zbiorniku. Przyszły tata niewątpliwie poświęci się przez ten okres potomstwu, gdyż praktycznie nie będzie podbierał pokarmu. Jak domyślić się, że wkrótce dojdzie do wylęgu młodych? Pod koniec inkubacji samiec będzie często otwierał pysk. Początkowo zaobserwujemy w nim jajeczka, a przed samym końcem będzie już widać małe rybki. Czasami możemy mieć wrażenie, że samiec nie donosił ikry. Najprościej wtedy zaobserwować czy pobiera on jedzenie, jeśli nie, to nadal jest „tatą w ciąży”. Wspomniane przed chwilą złudzenie nie donoszenia ikry jest powodem poruszenia kolejnego ważnego tematu. Otóż może się zdarzyć, że samiec połknie trzymane w pysku jajeczka. Przyczyn takiego zachowania może być kilka. Przede wszystkim jeśli samiec jest młody i ma za mały pysk. Ikra może się wtedy w nim nie mieścić i ten nie daje sobie z nią rady. Drugim powodem może być niedojrzałość ryby. Nie powinniśmy się przejmować, jeśli to pierwsze czy drugie tarło. Każdy musi w końcu dojść do jakiejś wprawy. Osobiście uważam, że głodówka również może być przyczyną takiego zachowania. Pterapogon jest głodny, próbuje pobrać pokarm i połyka tym samym ikrę. No i ostatni powód to strach. Jeżeli ryba będzie czuła się zagrożona również może dojść do takiej sytuacji. Zauważyłem tutaj, że samcowi zdarza się połykać ikrę podczas robienia podmiany, lub grzebania w akwarium. Warto więc w tym czasie postarać się o powstrzymanie wszelkich niekoniecznych prac jak dokładanie/przestawianie szczepek, skały, czy wpuszczanie nowych zwierząt. Cóż trudno, zdarzyło się i nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, zwłaszcza że samica czasami jest naprawdę „płodna” i potrafi próbować kolejnych zalotów już parę dni po połknięciu ikry przez samca. Niektórzy akwaryści starają się również wyeliminować powód głodu przez rozdzielenie samca od samicy na jakiś czas. Wtedy to podkarmia się przyszłego tatę, a mamusia daje mu chwilę odsapnąć przed kolejną „ciążą”.


Fot. Mariusz Syperek - Samiec Pterapogona

Teraz trudniejsza część zadania, więc przyjmujemy za fakt to, że ikra nie została połknięta, a samiec donosił ciążę. Coraz częściej otwiera pysk, z którego wyglądają już czasami małe, w pełni rozwinięte „gwiazdki”. Musimy uważać i starać się zaobserwować moment, kiedy to młode zaczną opuszczać bezpieczne schronienie. Spotkałem się z próbami akwarystów, którzy podobnie jak z pyszczakami łapali w tym momencie samca i starali się otwierać jego pysk w celu wyduszenia z niego młaleństw. Osobiście uważam ten proceder za niehumanitarny i zdecydowanie go unikam. Po pierwsze zarówno młode jak i nasz samiec przechodzi w tym momencie piekło jeżeli chodzi o stres. Po drugie nie ma pewności że nie uszkodzimy podczas takowej czynności naszego samca. Takim zachowaniom mówimy więc stanowcze NIE. 


Fot. Mariusz Syperek - Samiec Pterapogona

Niestety na małe rybki oczekujemy nie tylko my, ale całe życie znajdujące się w akwarium  i tutaj niespodzianka: także tata i mama. Moment ten jest naprawdę trudny. Dobrze jest jeżeli możemy sobie pozwolić na trzymanie jeżowca diademy, ponieważ czasami niektóre szybsze i sprytniejsze maluchy skrywają się między jego kolcami. Podobne zachowanie obserwowane jest także w naturze. Za schronienie służą im również miejsca między skałą i koralowce. Także jeśli dotarliście do tego momentu, to siatka w rękę i łapiemy.

Ostatecznie możemy spróbować również stworzyć naszej parze osobne akwarium tarliskowe, lub przełożyć inkubującego samca do małego akwarium w formie kotnika. 


Fot. Mariusz Syperek - Samiec Pterapogona

Hurra! Udało nam się i mamy młode, teraz przekładamy je do osobnego akwarium. Idealnie sprawuje się tutaj kostka nano 30 litrów, choć fajnie byłoby ją trochę przerobić, tak aby była na tej samej wodzie, co zbiornik główny. Można również zastosować nieco większe akwarium i np. zrobić do niego wylot wody z komina ogólnego zbiornika, kolejno z niego wylot do sumpa i powrót wody do zbiornika ogólnego. Woda w kotniku powinna mieć od 24°C do 28°C i  słabszą cyrkulację. Oczywiście możemy również próbować odchować młode bez wspólnego obiegu z akwarium ogólnym. Wtedy fajnie gdybyśmy mimo wszystko mieli zastosowany mały sump i wodę z dojrzałego zbiornika. Jednym ze sposobów jest zrobienie podmiany 30 litrów w zbiorniku ogólnym, przez co możemy zapełnić nasz kotnik dojrzałą wodą. Umieszczamy tam dużą ilość żywej skały, najlepiej z olbrzymią ilością najróżniejszych „robaczków”. Niech po prostu „wije się” od życia. Dzięki temu będzie nam o wiele łatwiej je wykarmić, gdyż to chyba karmienie jest mimo wszystko punktem krytycznym każdego rozmnożonego zwierzęcia morskiego. 


Fot. Mariusz Syperek - Samiec Pterapogona

Swego czasu myślałem również o zupełnie innym miejscu do odchowu, a mianowicie o sumpie. Niestety mój jest na to zbyt mały i nie pokusiłem się o próbę, natomiast jeżeli posiadacie duży sump z dużą przegrodą, w której możecie postarać się zrobić zabezpieczenia (żeby młode nie miały jak przedostać się do następnej komory), to sądzę, że może się to udać. Trzeba wtedy tylko zastosować tam jakieś oświetlenie, a i pozbywamy się problemu tego samego obiegu. 

Wracając do karmienia. Pterapogony są jednak najmniej wymagające jeżeli chodzi o dostarczenie im pokarmu. Większość rozmnożonych ryb morskich będzie potrzebowała hodowli fitoplanktonu i zooplanktonu.  Zooplankton karmimy fitoplanktonem, a nim samym młode ryby. W tym wypadku od razu możemy starać się podawać rybom mrożonki jak ikra homara, czy rozdrabniać im np. artemię. Jeżeli mamy warunki, to warto również pokusić się o hodowlę artemii, gdyż ryby będą szybciej rosły, a na rynku jest wiele gotowych preparatów do jej rozpoczęcia. I tak trwa to przez około kolejnego miesiąca czasu, w trakcie którego w miarę wzrostu osobników próbujemy podawać im coraz bardziej urozmaicony pokarm. Oczywiście przestawiając je na coraz większe „kawałki” obserwujemy czy podawane jedzenie jest przez nie zjadane. W ten sposób każdy akwarysta morski może cieszyć się z posiadanego potomstwa, a nie ukrywajmy, że widok odchowanych maluchów cieszy najbardziej.

Śmiało więc polecam ten gatunek osobom, które dopiero rozpoczynają zabawę z morszczyzną. Oprócz ciekawego sposobu rozrodu na uwagę zasługuje również to, w jaki sposób ryba się porusza. Sprawia ona czasami wrażenie, jakby podskakiwała, a samo pływanie śmiało można nazwać majestatycznym. Co najważniejsze Pterapogon kauderni jest dość wytrzymały i łatwo przystosowuje się do nowych warunków.

© Akwarysta.EU 2014 - 2018

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie całości, lub części zamieszczonych materiałów zabronione!

Przeglądając serwis akceptujesz ciasteczka Cookies



UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem
Jesteś tutaj: Start Artykuły morskie Pterapogon kauderni jak „malawijski pyszczak”?