Polub Nas na FB!

Serwis Akwarysta.EU AKWARYSTYKA

Euphyllia – falująca królowa akwarium morskiego

Euphyllia – falująca królowa akwarium morskiego


Fot. Mariusz Król - Euphyllia paradivisa
Chyba nie istnieje akwarysta morski, który nie chciałby, aby jego akwarium było bujne i kolorowe, a koralowce w nim żyjące prezentowały się w pełnej okazałości. Praktycznie każdy z nas uwielbia również obserwować poruszające się w toni wodnej zwierzęta, czy ciekawe symbiozy między nimi. Zbiorniki rafowe obfitują w olbrzymią ilość życia wśród którego niewątpliwą moim zdaniem „królową” jest Euphyllia.

Euphyllia to koralowiec z grupy LPS, czasami mylony przez początkujących akwarystów morskich z koralowcami miękkimi. Zapewne powodem tych pomyłek jest sama nazwa „miękkie” i to, że na początku przygody niektórzy dzielą te zwierzęta tylko na koralowce twarde SPS (posiadające niewielkie polipy) i koralowce o miękkiej tkance. Warto więc pisząc o gatunku Euphyllia rozszyfrować na początek skrót LPS. Oznacza on Large Polyp Scleractinia, czyli tłumacząc Wielkopolipowe Korale Twarde.


Fot. Mariusz Król - Euphyllia paradivisa

W przeciwieństwie do SPS-ów jak sama nazwa wskazuje posiadają one duże polipy, a także wymagają mniej światła i mniejszej cyrkulacji wody niż ich „twardzi bracia”. Niewątpliwą przewagą jest również to, że są o wiele łatwiejsze w hodowli. Decydując się na posiadanie opisywanych „falujących królowych” trzeba pamiętać o wysokiej agresji i ustawić zwierzęta w odpowiedniej odległości od pozostałych, aby zapobiec wzajemnemu „poparzeniu”. Minusem jest także wrażliwość na uszkodzenia mechaniczne, co powoduje, że powinniśmy zwracać szczególną uwagę na to, w jakim stanie jest tkanka koralowca podczas zakupu.


Fot. Mariusz Król - Euphyllia ancora


Fot. Mariusz Król - Euphyllia ancora


Fot. Mariusz Król - Euphyllia ancora

Osobiście posiadam w zbiorniku kilka gatunków, a mianowicie: Euphyllia paradivisa, E. paraancora, E. ancora i E. glabrescens. Oprócz nich istnieją jeszcze E. yaeyamaensis, E. divisa, E. cristata i E. paraglabrescens. Różnią się one od siebie nie tylko kształtem polipów, ale ich długością, budową szkieletu, czy agresywnością. Dodatkowo każdy gatunek może występować w wielu „odmianach” kolorystycznych. Pisząc „falująca królowa” użyłem tego sformułowania celowo. Zwierzęta te posiadają twardy wapienny szkielet, z którego wypuszczają długie polipy poruszające się w sposób zgodny z ustawioną przez nas cyrkulacją. W zbiorniku należy zapewnić im takie miejsce, aby prąd wody nie był zbyt mocny i nie rzucał ich polipami „na prawo i lewo”. To falowanie kolorowych „macek” sprawia, że robią niesamowite wrażenie, a sam wygląd nazwałbym majestatycznym. Wszystkie wyżej wspomniane cechy powodują, że Euphyllia jest pożądana i spotykana nawet w niewielkich nano-rafach. Może się również zdarzyć, że będzie ona żyła w pewnego rodzaju symbiozie z innymi mieszkańcami naszego akwarium. Czasami bowiem zwierzęta, które na ogół mieszkają w ukwiałach zamieniają je na te LPS-y, lub przystosowują się do nich z powodu braku parzydełkowców w zbiorniku. Nie jest to oczywiście żadną regułą i nie oznacza, że musi się tak stać.


Fot. Mariusz Król - Euphyllia ancora (widać dokładnie wysunięte dalej polipy)


Fot. Mariusz Król - Euphyllia ancora


Fot. Mariusz Król - Euphyllia ancora

Pierwszym przypadkiem jaki mam na myśli są ryby z rodzaju Amphiprion i Premnas nazywane potocznie „błazenkami”. W swoim akwarium morskim nie posiadam obecnie ukwiałów, za to hoduję dobraną parę Amphiprion ocellaris, czyli popularne „Nemo”. Mimo wszystko przez blisko rok nie potrafiły one znaleźć sobie miejsca w opisywanych koralowcach. Sytuacja zmieniła się około miesiąca temu, gdy wręcz z przerażeniem zaobserwowałem, że samica ma jakby opuchnięty i sparaliżowany pyszczek. W pierwszej chwili obawiałem się jakiejś choroby, albo pasożyta, a już na pewno nie podejrzewałem tutaj żadnych „związków chemicznych”, które zawiera Euphyllia. Po przeszukaniu praktycznie wszystkich znanych mi źródeł nie znalazłem prawidłowej odpowiedzi. Dopiero bardziej wnikliwa obserwacja pozwoliła zidentyfikować problem. Okazało się że ryba podpływała do polipów koralowca i wręcz „połykała” je tak głęboko, jak tylko zdołała. Później w rozmowie ze znajomymi akwarystami dowiedziałem się, że takie zachowanie może mieć na celu przystosowanie się A.ocellaris do „trucizny”, którą posiada Euphyllia. Po kilku dniach wspomniany paraliż zniknął, a samica zaczęła coraz chętniej podpływać i „przytulać” się do polipów koralowców, próbując stworzyć sobie w nich tzw. Natural House. Zaobserwowałem również zachowanie polegające na doniesieniu przez nią drobin pokarmu i wyplucie ich do „pyska” LPS-a. W ten sposób próbowała dokarmiać swój nowy naturalny dom. Teraz po zgaszeniu światła sypia przytulona do do szkieletu wapiennego E.ancora.


Fot. Mariusz Król - Euphyllia ancora (widać dokładnie wysunięte dalej polipy)

Innym przypadkiem zamieszkań w tych wielkopolipowych koralowcach twardych z jakimi się spotkałem są kraby Neopetrolisthes, tzw. ukwiałowe kraby porcelanowe, które potrafią odżywiać się m.in. śluzem ukwiałów, co zapewne nie dotyczy koralowca Euphyllia. Mimo wszystko doskonale czują się w ich „mackach”.
Ostatnim zaobserwowanym przeze mnie osobiście przypadkiem bezpiecznego i komfortowego poczucia się zwierzęcia w polipach tego LPS-a są krewetki ukwiałowe, sprawiające wrażenie dość strachliwych. Bardzo śmiesznie wyglądają machając szczypcami w celu wystraszenia obserwatora.


Fot. Mariusz Król - Euphyllia ancora

Szkielet (podstawa) koralowca zbudowany jest na dwa sposoby i tak naprawdę zależy od konkretnego gatunku. To właśnie jego budowa powoduje że fragowanie (robienie szczepek) jest łatwe, lub trudne. Otóż może on występować jako jedność „grzebień” lub w postaci osobnych główek, którą nazywam „drzewkiem”. Gatunkiem rosnącym w formie grzebienia jest Euphyllia ancora. W domowym zbiorniku zauważyłem powstającą na jej podstawie drugą osobną głowę z małymi polipami. Pierwszy raz spotkałem się z taką sytuacją i mam nadzieję, że wykształci ona również fragment swojego wapiennego szkieletu, który później po prostu będzie można odciąć. Nawet jeśli tak się stanie, nie zmienia to faktu, że główny osobnik (matecznik) cały czas rośnie, przez co w pewnym momencie zwierzę staje się zbyt duże. Można wtedy jedynie oddać LPS-a do większego akwarium, lub postarać się go podzielić, tworząc tym samym szczepki. Niestety sytuacja w tym przypadku jest naprawdę trudna w porównaniu do koralowców rosnących w formie „drzewek”. Najlepiej posiadać coś w rodzaju piły stołowej z bardzo cienkim ostrzem, albo dremelek z dużą cienką tarczą. Warto również zadbać, aby wszystkie używane przez nas narzędzia były czyste. W tym celu moczymy je w osmozie (oczywiście nie dotyczy to elementów elektrycznych). Następnie staramy się w miarę szybkim, a jednocześnie pewnym i zdecydowanym ruchem przeciąć szkielet koralowca w poprzek. Z góry uprzedzam, że zapewne nie obejdzie się to bez przynajmniej minimalnego uszczerbku na jego polipach. Kolejno dezynfekujemy zwierzę po przeprowadzonym zabiegu. Istnieją na rynku preparaty przeznaczone do tego celu, aczkolwiek sam osobiście używam zawsze solanki z akwarium do której wlewam Jod. Ma on również właściwości zmniejszające stres u koralowców, ale jego nadmiar może je „przypalić”, dlatego podczas stosowania tej kąpieli zanurzam szczepki dosłownie na kilkanaście sekund. Przed fragowaniem rozrabiamy sobie dwuskładnikowy klej przeznaczony do celów akwarystyki morskiej. Jeżeli uszczerbek szkieletu w miejscu cięcia okaże się zbyt duży i będzie powodował coś na zasadzie „odsłoniętych polipów” można poprzez jego zaklejenie stworzyć jakby „sztuczną” ściankę boczną. Bardzo ważne jest, aby zwierzęta trafiły do tego samego zbiornika. Dzięki temu zaoszczędzimy im dodatkowego stresu spowodowanego chociażby zmianą parametrów i szybciej dojdą do siebie po przeprowadzonym zabiegu.
Znacznie łatwiejsze we fragowaniu są gatunki ze szkieletem rosnącym w formie osobnych główek. Tutaj ich dzielenie nie powinno sprawiać problemu nawet początkującym akwarystom morskim. Oczywiście postępujemy z narzędziami i odkażaniem podobnie jak w wyżej opisanym przypadku, jednak odcinamy konkretną ilość główek na szkielecie „gałęzie drzewka” jak najniżej się da. W ten sposób mamy już osobne zwierzaki bez uszkodzenia ich polipów.


Fot. Mariusz Król - Euphyllia paraancora

Różne gatunki Euphyllia spotkamy w naturze w różnych miejscach świata i tak:
- E. paradivisa (chyba najpopularniejsza w handlu): Indopacyfik
- E. paraglabrescens: Japonia
- E. paraancora: Filipiny i Papua Nowa Gwinea
- E. glabrescens: Morze Czerwone, Samoa, Wyspy Marschala, Papua Nowa Gwinea, Indonezja.
- E. divisa: Filipiny i Australia
- E. cristata: Papua Nowa Gwinea i Indopacyfik
- E. ancora: Australia, Filipiny, Japonia, Malezja, Wyspy Ryukyu
- E. yaeyamaensis: Vietnam, Nauru, Cambodia, Kiribati, Tuvalu, Australia, Chiny, Fiji, Filipiny, Indonezja, Japonia, Malezja, Mikronezja, Morze Południowo-chińskie, Nowa Kaledonia, Palau, Papua Nowa Gwinea, Singapur, Tajlandia, Tajwan, Vanautau, Wyspy Marschalla, Wyspy Salomona.


Fot. Mariusz Król - Euphyllia paraancora

Mimo pochodzenia z wielu rejonów świata zwierzęta potrzebują tak naprawdę zbliżonych warunków jeżeli chodzi o parametry wody w domowym zbiorniku. Najlepiej tolerowana temperatura wynosi od 24°C do 26°C. Co prawda zwłaszcza podczas lata często może być ona trudna do utrzymania w tym przedziale, chyba że posiadamy chłodziarkę. Jest to jednak dość kosztowna inwestycja, zwłaszcza na początku przygody z akwarystyką morską. Można więc próbować zbijać ją zwykłymi wentylatorami domowymi, poprzez nakierowanie ich na taflę wody. Nie uchroni nas to jednak przed problemami polegającymi na przekroczeniu 26 stopni. Osobiście nie zauważyłem, aby Euphyllia źle zareagowała na krótkotrwale podwyższoną temperaturę w moim zbiorniku i takie sytuacje do tej pory obyły się bez strat. Preferowane zasolenie wody powinno wynosić od 1.023 do 1.025, pH około 8 i KH od 8 do 12. Swego czasu miałem problemy ze spadającą wartością twardości węglanowej. Zauważyłem z własnego doświadczenia, że moje „falujące królowe” są jednak dość odporne na zdarzające się zwłaszcza początkującym wahania parametrów. Jest to niewątpliwy plus tych koralowców, tak samo jak duże zdolności regeneracyjne. Kiedyś kupiłem LPS-a, który na pięć posiadanych „główek” miał jedną obumarłą. W tym przypadku po kilku miesiącach na nowo zaczęły wystawać z niej małe polipy. Zdarzyło mi się również odratować E. ancora, należącą do kolegi. Prawie na całym grzebieniastym szkielecie nie posiadała ona „macek”, a obecnie prezentuje się naprawdę zdumiewająco. Mimo wszystko zbiornik musi posiadać w miarę stabilne parametry, a przede wszystkim być w pełni dojrzały. Zwierzęta te są bowiem wrażliwe również na porastające ich szkielet glony, a te bardzo często rozmnażają się w sposób niekontrolowany w okresie dojrzewania. Jako dodatkowej suplementacji używamy wapnia (czyli podstawowego budulca szkieletu) i strontu.


Fot. Mariusz Król - Euphyllia paraancora

Euphyllia w zależności od gatunku posiada różnego kształtu i długości polipy. Najpopularniejszą w handlu, lub najbardziej rozpowszechnioną wśród akwarystów morskich jest chyba Euphyllia paradivisa, która nazywana jest także żabim skrzekiem (Frogspawn Coral). Nazwę zawdzięcza właśnie kształtom wystawianych ze szkieletu „macek”. Otóż są one dość długie i posiadają formę rozdzielających się „gałązek” zakończonych w kształcie owalnym i na tyle gęsto osadzonych, że przypominają żabi skrzek. Te owalne zakończenia nazywane są przeze mnie „tipami” i w tym przypadku występują one nie tylko na końcach polipów, ale również na ich gałęziach. Zbliżone wyglądem „macki” posiadają E. divisa i E. cristata. Czasami nawet ciężko jest je od siebie odróżnić. Podobna jest u Euphyllia yaeyamaensis, jednak w jej przypadku na polipach będzie znajdować się jeszcze większa ilość zaokrąglonych „tipów”, a one same są moim zdaniem nieco grubsze. E. paraancora posiada polipy tej samej długości co E. paradivisa, jednak zakończone owalnymi i z reguły pojedynczymi „tipami” w kształcie bardziej jajowatym, lub podłużnym. E. glabrescens i E. paraglabrescens mają najdłuższe „macki” ze wszystkich gatunków zakończone pojedynczymi „tipami” owalnymi, a z kolei E. ancora (Hammer Coral) będzie miała „tipy” w kształcie młotka, które zawijają się w literę C. Opisywane „tipy” są z reguły innego ubarwienia niż sam polip, dzięki czemu posiadając jeden koralowiec mamy w zbiorniku minimum dwa kolory.


Fot. Mariusz Król - Euphyllia paraancora


Fot. Mariusz Król - Euphyllia ancora (widać dokładnie szkielet rosnący w formie grzebienia)

Nie mogę oprzeć się i nie napisać tutaj o pewnego rodzaju zależności jaką zauważyłem w domowym akwarium. Co prawda jest to tylko założenie i pewnego rodzaju teza dotycząca posiadanej przeze mnie E. paraancora. Sytuacja dotyczy odmiany w kolorze mocno fioletowym z końcówkami zielonymi fluo (świecącymi w niebieskim świetle) i fioletowymi jednocześnie. Na każdej główce znajdują się polipy zakończone i jednym i drugim kolorem. Podczas podziału koralowca zdarzyła się sytuacja, że jedna jego część miała końcówki tylko fioletowe. Postanowiłem odciąć ją tworząc nową szczepkę. Co najciekawsze przy kolejnych podziałach tego osobnika jak do tej pory nigdy nie wrócił już kolor zielony fluo. Oczywiście trzeba byłoby przeprowadzić w tej kwestii jakieś badania, natomiast moje podejrzenie jest takie, że podczas podziału do osobnej główki musiał nie dotrzeć jakiś gen, który odpowiadał za ten kolor i po jej odcięciu od matecznika już go nie ma.


Fot. Mariusz Król - Euphyllia paraancora


Fot. Mariusz Król - Euphyllia paradivisa 
(widać dokładnie szkielet rosnący w formie drzewka)

Tą ciekawą obserwacją nawiążę teraz do sposobu rozrastania się koralowca. Tak naprawdę zaobserwowałem dwa zachowania. Pierwsze to po prostu podział głowy na dwie osobne. Czasami może umknąć to nawet naszej uwadze. Euphyllia dzieli posiadany polip wraz z otworem gębowym na dwie części, a dzieląca się głowa jest wtedy często lekko zmarniała. Drugi sposób powiększenia kolonii, to tworzenie się nowych malutkich główek na wapiennym szkielecie, które z czasem i w sprzyjających im warunkach osiągają dorosłą postać.


Fot. Mariusz Król - Euphyllia paradivisa (problem blaknięcia koralowca)


Fot. Mariusz Król - Euphyllia paradivisa
(szczepka)


Fot. Mariusz Król - Euphyllia paradivisa 
(szczepka)

Akwarium morskie to nie tylko parametry i cyrkulacja, ale również oświetlenie. Na szczęście Euphyllia nie jest tak wymagająca jak koralowce SPS i śmiało można umieścić ją w zbiorniku w mniej doświetlonych miejscach. Nie oznacza to jednak, że miejsce może być całkowicie zaciemnione. Odżywia się ona planktonem i drobnym zooplanktonem, ale jej główne źródło pożywienia, to pobieranie pokarmu za pomocą zooksanteli. Są to fotosyntetyzujące glony znajdujące się na koralowcach. Dlatego też często mówi się potocznie, że zwierzę odżywia się „światłem przez zooksantele”. Jak więc widać fotosynteza może mieć coś wspólnego z odżywianiem. Glony w drodze fotosyntezy produkują pokarm dla koralowca, a z kolei im więcej karmimy i więcej dostarczamy światła, tym lepiej rozwijają się glony. Światło ma także znaczenie estetyczne jeżeli chodzi o wygląd naszych zwierzaków. Różne kolory świetlówek zapewniają nam inne odzwierciedlenie ubarwienia koralowca, a sama sytuacja wygląda podobnie w przypadku oświetlenia ledowego. Niektóre z odmian barwnych „falujących królowych” posiadają także tzw. kolor fluo. Jest on dla nas widoczny przede wszystkim po włączeniu samego niebieskiego światła i ma za zadanie chronić koralowiec przed nadmiernym jego natężeniem. W świetle aktynicznym ubarwienie często postrzegane jest inaczej przez nasz wzrok. Kolor zielony potrafi stać się żółto-złotym, a fioletowy niebieskim. Ciekawym zjawiskiem jaki udało mi się zaobserwować jest również utrata koloru, polegająca na tym, że polipy koralowców stają się jakby przeźroczyste. Kupiłem kiedyś dwie szczepki Euphyllia paradivisa z jednego matecznika w odstępie kilku miesięcy. Pierwsza była pięknie zielona z fioletowymi „tipami”, a druga miała tą samą kolorystykę, ale wyglądała jak przeźroczysta folia. Moim zdaniem problem tkwił tutaj w zbyt słabym oświetleniu koralowca, ponieważ podczas zakupu zauważyłem, że leżał w bardzo zacienionym miejscu. W moim akwarium po jakimś czasie wrócił on do prawidłowego ubarwienia.


Fot. Mariusz Król - Euphyllia paradivisa


Fot. Mariusz Król - Euphyllia ancora

Niektórym z Was rodzi się teraz zapewne pytanie czy Euphyllia potrzebuje dodatkowego karmienia? W pewnym sensie jest ona samowystarczalna, jednak dokarmiana zdecydowanie lepiej wygląda, lepiej się pompuje i ma ładniejsze kolory. Oczywiście aspekty te zależą także od wspomnianych wcześniej parametrów i oświetlenia. Jeżeli mamy domową hodowlę, lub dostęp do fitoplantkonu i zooplanktonu warto podawać go raz na jakiś czas. Z takiego pokarmu ucieszą się nie tylko „falujące królowe”, ale i pozostali mieszkańcy zbiornika. Osobiście stosuję czasami mrożony oczlik, ale można stosować także pokarmy przeznaczone typowo dla koralowców LPS, czy „własnej produkcji” zmiksowane mrożonki wszelkiego rodzaju. Karmimy bezpośrednio do pyszczka za pomocą pipety, lub wlewając całość do zbiornika (najlepiej po zgaszeniu światła). Najedzone głowy robią się jakby „napęczniałe”.


Fot. Mariusz Król - Euphyllia paradivisa


Fot. Mariusz Król - Euphyllia paradivisa

Istnieje pewnego rodzaju przeświadczenie, dotyczące tego, że koralowce te nie mogą żyć zbyt blisko siebie. Tak naprawdę nie jest to do końca prawdą, ale nie jest również kłamstwem. Osobiście posiadam w zbiorniku kilka gatunków, które się dotykają. Nie zaobserwowałem żadnych niepokojących objawów przez wiele miesięcy. Sytuacja ta jednak wcale nie musi wyglądać tak samo w innym akwarium. Przede wszystkim opierając się na własnym doświadczeniu, jeżeli nie mamy miejsca, aby zwierzęta były od siebie odsunięte proponuję łączenie ich tymi samymi gatunkami, czyli E. paradivisa o jednej odmianie barwnej z E.paradivisa o innej kolorystyce. Udało mi się połączyć z powodzeniem również E. paradivisa i E. paraancora. Na pewno nie należy próbować takich kombinacji z E. glabrescens, która jest chyba najagresywniejszym gatunkiem „falujących królowych”. Nie chcę tutaj jednak sugerować, że przeświadczenie o niedotykaniu się polipów jest błędne. To że połączone LPS-y nic sobie nie robią oznacza tylko tyle, że się tolerują. Podczas poruszania się ich „macek” warto również zwrócić uwagę, czy nie trafiają one do otworów gębowych sąsiadów. Taka sytuacja może skończyć się niestety nieciekawie.


Fot. Mariusz Król - Euphyllia paradivisa (kolory w niebieskim świetle różnią się od kolorów w świetle dziennym)


Fot. Mariusz Król - Euphyllia paradivisa

Euphyllia to koralowiec, którego warto podglądać także na wieczór, gdy zmniejszamy oświetlenie, lub po jego całkowitym zgaszeniu. Czasami automatycznie chowa ona swoje polipy w wapienny szkielet, ale nie jest to regułą. Zanim tak się stanie „macki” robią się przeważnie jakby pomarszczone, zdecydowanie cieńsze, a po ich schowaniu LPS-y nie wyglądają już tak majestatycznie. Automatyczne „kurczenie się” jest również pewnego rodzaju ochroną, którą można zaobserwować gdy inne zwierze (u mnie z reguły jest to krewetka czyszcząca Lysmata amboinensis) dotknie koralowca, lub gdy sami to zrobimy np. w trakcie prac w zbiorniku. Zdarza się również że wyciągają w nocy polipy na o wiele większą długość, co zapewne spowodowane jest próbą zdobycia pokarmu po zmroku.


Fot. Mariusz Król - Euphyllia paraancora (widać dokładnie otwór gębowy główki)

Mam nadzieję, że mój artykuł przyczyni się do rozwiania wątpliwości jeżeli chodzi o „falujące królowe”, a moje doświadczenia pomogą wszystkim akwarystom morskim.

Opublikowano drukiem w miesięczniku Magazyn Akwarium nr. 10'2015
http://www.magazynakwarium.pl/archiwalia/book/223-magazyn-akwarium-nr-10-2015-153/1-ma.html

© Akwarysta.EU 2014 - 2018

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie całości, lub części zamieszczonych materiałów zabronione!

Przeglądając serwis akceptujesz ciasteczka Cookies



UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem
Jesteś tutaj: Start Artykuły morskie Euphyllia – falująca królowa akwarium morskiego